-:-
,


Pelikan
4-0
Orkan M.
Klasa B 10/11, 05.06.2011, 11:00
Planty Niechanowo
  1. Maratończyk... 33
  2. Polonia Poznań 29
  3. Błękitni II... 28
6. Pelikan... 22

Gospodarz.pl
Orkan Działyń 1 - 3 Polonia Poznań
Zawisza Dolsk 2 - 1 GKS Gułtowy
Polonia II Środa Wielkopolska 2 - 5 Phytopharm Klęka
Pelikan Niechanowo 1 - 1 Orkan Jarosławiec
Wełnianka Kiszkowo 0 - 4 Maratończyk Brzeźno
Wielkopolska II Komorniki 3 - 1 Pogoń Książ Wielkopolski










Pelikan vs. Antares
poniedziałek, 10.05.2010 dodał Młody Ratajkomentarze: 3,   źródło: wlasne wyświetleń: 3075
rozgrzewka

Napiszę tą relację, a co! W końcu za co nam płacicie?

 

Trzeba zacząć od tego, że nie ma co dzielić upierzenia na pelikanie, skóry na niedźwiedziu czy też nie można zawczasu dopisywać trzech oczek do tabeli. W czwartek wieczorem, w wiadomych dla niektórych pelikanów okolicznościach, dało się usłyszeć stwierdzenia, że dodanie kompletu punktów po niedzielnym meczu będzie formalnością niemal taką jak zjedzenie bulki z masłem czy też wypicie małego niepasteryzowanego Noteckiego. A ja (spytajcie Michała) jeszcze w sobotę mówiłem, że nie będzie łatwo. Jesienny mecz gładko wygraliśmy ale przypomnijcie sobie w jakich okolicznościach (dla niewtajemniczonych – kończyliśmy z przewagą dwóch graczy).

W niedziele zabrakło Radzia (ktoś wie co się z nim dzieje?) i Rafała, bo nie wiem czy można jeszcze pisać o absencji Wiosny czy też należy przejść nad tym do porządku dziennego – wiadomo przedwiośnie, wiosna, zawiośnie i lato. Wiosna mija lato przychodzi, a życie pokazuje, że jak Lato przychodzi to i tak nic się nie zmienia (patrz PZPN). Choć w tym przypadku było odwrotnie... Listki spadły zanim Lato nastało. Ale nie o tym miałem pisać. Nieważne. W przeciwieństwie do mojego brata ja zacznę od podania składu: Zbyszek – Bleki, Zinio, Młody Rataj, Borek – Karol, Szymon, Stupa, Rataj – Wiśnia, Emdżej8 (MJ8) Michu. W takim składzie wyszliśmy na środek i wiadomo – przedmeczowe procedury: ukłony w obie strony, rzut pięciogroszówką, wybór stron i „kto wygra mecz?” czyli to co wszyscy znamy. Pierwszą część gry goście musieli się zmagać ze słońcem świecącym w twarz (chyba, że ktoś się odwracał), a my zmagaliśmy się z wiatrem w oczy. I to tym przysłowiowym, nie dosłownym. Wiatr ten przypominał jakiś żwawy pasat (no co najmniej 1.9tdi) bo nic lub prawie nic nam nie wychodziło. Zaczynało się od początku czyli od złego przyjęcia. Trener stwierdził, że wszyscy mieli z tym problemy. I racja. Choć ja tradycyjnie rzadko w ogóle przyjmowałem piłki, częściej zamykałem oczy i biłem na oślep jak zawsze za co wielkie sorry Pany. I to nie usprawiedliwia mnie przed uwagami trenera. Słabo było rzeczywiście z rozgrywaniem piłki. Masa strat i to nie tylko w okolicach pola karnego antaresowiczów (jeśli komuś nie pasuje takie określenie to przepraszam). A gościom w go graj. Przechwyt – jedno lub dwa podania w środku – piłka na startujących napastników i z tego schematu korzystano tak często jak to było możliwe. Proste prawda? A skuteczne że ho ho... Chyba trzeba wysłać naszych snajperów na wykłady do Zalasewa. Wykłady pt.: „Jak ruchem bez piłki wymusić podanie”. Po jednej takiej akcji zawodnik gości dostał piłkę zagraną górą, przelobował Zbyszka i mieliśmy 0:1 w plecy. Nie mogę sobie wybaczyć tej akcji, bo gdybym stał jakieś 2 metry bliżej bramki spróbowałbym takiej oto akcji i nie żartuję: http://www.youtube.com/watch?v=rbPAsjjO89E&feature=player_embedded#!

Ale nie dało rady. Do przerwy na tablicy wyników (gdyby takowa była) bez zmian. Nasza gra się nie poprawiła, a frustracja w niektórych graczach narastała, a z tego wynikały tylko niepotrzebne nerwy, których i tak było ZA DUŻO (napisze to trzy razy bo strasznie mnie to denerwowało ZA DUŻO, ZA DUŻO, ZA DUŻO więc w sumie są cztery razy ale to nawet lepiej). Zamiast złościć się na przeciwnika ale oczywiście w ten pozytywny i bezpieczny sposób zwany „sportową złością” to my krzyczymy na siebie co daje bardzo niepozytywny efekt. Jeszcze raz ktoś na mnie krzyknie zamiast zwrócić uwagę po koleżeńsku z radą na przyszłość to zamknę się w sobie, usiądę na boisku zacznę płakać, i tyle o!

            Po przerwie my mieliśmy pod słońce ale nadal również pod wiatr. W składzie jedna zmiana personalna: Kasza za Karola, i jedna w ustawieniu Michu przesunięty w pomoc. Gra jakby trochę zaczęła przypominać ta na miarę naszych możliwości. Słowo „trochę” w poprzednim zdaniu jest kluczowe, gdyż do optimum brakowało sporo (w tym zdaniu kluczowe jest więc „sporo”). Ale więcej działo się pod polem karnym gości. Celowo napisałem pod polem karnym, a nie pod bramką, bo to nie jest jednoznaczne. Gracze z Zalasewa (jak większośc b – klasowych drużyn) lubi i umie wyprowadzać kontry (Hmmm... czy my się do tych drużyn zaliczamy? No właśnie...). Więc oni jadą z kontrą, a my odkryci jak stopy pod za krótka kołdrą i śmierdzi za każdym razem gdy piłka przekracza linie środkową boiska (śmierdzi bramką nie odkrytymi stopami). I tu niestety mała prywata. Wiem, że wynik stykowy, z przodu nie idzie, ale piłka nożna to gra zespołowa. Każdy ma swoje zadania. Pomocnicy pomagają, napastnicy napadają, obrońcy bronią, ja czasem coś wytnę, czasem popsuje akcje niekoniecznie naszych przeciwników ale na tym to polega. I dokładnie pamiętam słowa trenera z przerwy „róbmy swoje, grajmy za siebie, nie starajmy się zrobić więcej niż musimy”. Być może jednak nie do końca aż tak dokładnie to pamiętam ale myślę, że wiemy o co chodzi. Cały czas dążę do tego, że nieraz zostawałem „1 na 1” z napastnikiem gości stojącym na wapnie na środku boiska. A w promieniu kilkunastu metrów nikogo. Wtedy tylko długa piłka i walczymy, a to różnie mimo starań może wyglądać. Wiadomo, że łatwo mnie ominąć, o mój niewymuszony błąd też nietrudno. Zlitował się jednak nade mną mój rodzony brat asekurując pozycję stopera. Jednak byłbym daleki od wyciągania z tego wniosków i wystawiania nas w kolejnych spotkaniach w parze środkowych obrońców (w końcu nie jesteśmy braćmi Ferdinand czy Neville choć z drugiej strony do Cugowskich też nam sporo brakuje i dobrze). Niech Michał wykorzystuje swe walory tam gdzie się przydadzą. „Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu” – tak oto podsumuję całą sytuację. Rozpisałem się, przyznaję, bardziej niż na maturze. Tymczasem miało być o drugiej połowie, w której to udało nam się wyrównać stan meczu. Stało się to tak: za siedmioma obrońcami, za czternastoma ich nogami, przeszedł sobie Wiśnia. Jednego wyminął, drugiemu innego harca wywinął. Ten nogę wystawił, piłkę zostawił, Przemka przestawił, nogę mu podstawił. Sędzia to zobaczył i nic nie cudaczył. Gwizdka użył, przeciwników wzburzył. Nas uradował, w notatniku jedenastkę odnotował. Kasza uderzył i włos zalesian zjeżył. A ja tam byłem, wodę z bidonu piłem. Ot i cała historyja. Do końca jednak goście nie odpuszczali i często naszej bramce zagrażali (miało już być bez rymów ale jakoś tak samo wyszło). Parę razy ratował nas Zbyszek, w innych sytuacjach zawsze ktoś zdążył włożyć nogę lub cokolwiek innego by utrudnić zadanie napastnikom, w jeszcze innych przypadkach mieliśmy szczęście, bo przeciwnicy się minimalnie mylili. My też próbowaliśmy ze wszystkich sił co powodowało odkrywanie się opisane powyżej. A trener apelował „szanujcie to co macie”. I racja lepszy jeden punkt w tabeli niż trzy gdzieś obok. Rezultat nie uległ zmianie (jakie to stwierdzenie jest oklepane ale nie chce mi się innego szukać, wyprałem się przy rymowaniu). Musimy zadowolić się jednym oczkiem, nie bez trudu zdobytym.

            Na przyszłość trzeba wyciągnąć wnioski. Więcej spokoju. Mniej nerwów. Więcej walki. Panowie przed meczem zakaz słuchania Abby, Georga Michela i Dody. Przerzucamy się na Slayera, Motorhead i muzykę z Gladiatora. Jeśli nie znacie tych zespołów na S i M to macie lekcje do odrobienia, a jeśli chcecie to przygotujemy z Michałem składankę przedmeczową – obowiązkową pt.: „Odgłosy go(d=>t)owych Pelikanów (gotowych do walki rzecz jasna).  Trzeba nam być "desperados" jak mówi Franciszek Smuda, ale nie takim, który najlepiej smakuje schłodzony,  a takim, który w pokrowcu od gitary trzyma AK - 47. Przepytam was z muzyki na treningu na którym każdy, nawet bez wskazania trenera, powinien zwrócić uwagę na przyjęcie. Chyba, że zaczniemy grać na jeden kontakt ale nie wiem co trudniejsze.

I wiecie co? Lubię pisać te relacje... Rezygnuję z honorarium. Przeczytałem to czternaście razy i już ją dodaję bo jestem ciekawy waszych opinii dotyczących meczu jak i samego sprawozdania.

Udostępnij

Komentarze

poniedziałek, 10 maj 2010, 18:03 Młody Rataj / komentarzy: 35
aaa! właśnie. zastrzegam, że wszelkie obiekcje możecie przesłać na adres i_tak_tego_nie_przeczytam@.pl
poniedziałek, 10 maj 2010, 18:13 tomken / komentarzy: 20
komentarz jak zwykle lepszy niż mecz Młody:), widać, że się rozwijasz, ale pamiętaj, że tą zdolność posiada nawet papier toaletowy:)więc nie spuszczaj z tonu, przyznam, że już w trakcie meczu myślałem : "ciekawe co napisze Rataj", i spełniłeś moje oczekiwania
wtorek, 11 maj 2010, 07:55 Pyndek / komentarzy: 75
Właśnie Tomek ma racje pisz i zaskakuj nas swoim profesjonalizmem.he he.Niedziela była ciężka w kolejna poprawimy wynik i dyspozycje ;)

Niestety, ale tylko zarejestrowani uzytkownicy moga dodawac komentarze...
Wszelkie prawa zastrzeżone Pelikan Niechanowo 2014 r.

hurtownia sportowa

hotele Gniezno
serwisy WWW